Nie dajmy się zwariować!

"Mąż mojej żony" Miro Gavrana w reż. Henryka Adamka w Teatrze Kandyd 2 w Katowicach. Pisze Witold Kociński w Śląsku.

 

Bercik czy też Zeflik (obojętne jak go nazwiemy) jest Ślązakiem mieszkającym od kilku lat we Frankfurcie. To sympatyczny bałaganiarz dbający o tężyznę fizyczną, sprzątać nie lubi, ale kocha... prać. Tę jego półsenną egzystencję zakłóca niespodziewana wizyta nieznajomego, elegancika-inteligenta z Warszawy - niejakiego Edmunda. Podczas coraz zabawniejszej i z minuty na minutę ciekawszej rozmowy okazuje się, że łączy ich jednak wiele. Są mężami tej samej kobiety!

Panowie próbują się dogadać. Raz atmosfera podgrzewa się na maksa, to znowu emocje opadają. Trzeba przyznać, że niemałą rolę w rozwiązywaniu nietypowego problemu spełnia gorzała... Czy bohaterowie potrafią znaleźć najlepsze wyjście z tej przedziwnej sytuacji? Obaj na swój sposób kochają Helenę - takie imię nosi nieobecna na scenie. a jednak najważniejsza bohaterka sztuki "Mąż mojej żony" autorstwa znakomitego chorwackiego dramatopisarza Miro Gavrana.

Śląską premierę tej popularnej niemal na całym świecie komedii przygotowała Formacja Artystyczna KANDYD 2. Spektakl wyreżyserował po mistrzowsku Henryk Adamek, który po tekst Gavrana sięgnął nie po raz pierwszy, w 2014 r. wprowadził tę arcyzabawną komedię na Scenę Studyjną Teatru im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze.

Śmiechu jest co niemiara, ale i mądrych refleksji nie brakuje - wszak autorem tej scenicznej zabawy jest pisarz wybitny. Co jest lepsze: życie w kłamstwie, czy dochodzenie do prawdy, choćby wydawała się najgorsza i najgłupsza w świecie. Prawda jest prawdą - to tyle i aż tyle. Na spektaklu nie tylko bawimy się, ale i zastanawiamy nad kondycją mężczyzn i relacjami damsko-męskimi w dzisiejszych czasach. Łatwo nie jest. Czy należy wyłącznie odbębnić dniówkę, obejrzeć mecz w TV, poćwiczyć z ciężarkami, czy też uprać, ugotować, pomóc przy wychowaniu dzieci? Co jest bardziej męskie, co mniej...

Henryk Adamek powierzył role w swoim spektaklu znakomitym aktorom Dariuszowi Wiktorowiczowi i Dariuszowi Niebudkowi. Obaj są ulubieńcami śląskiej publiczności znanymi nie tylko z teatralnych scen, ale i z filmu, telewizji, estrady. Jak mówił reżyser przed premierą: Obaj mają "to coś ", co powinni mieć aktorzy, wcielający się w głównych bohaterów. Potrafili zawierzyć temu tekstowi i ożywić go na scenie. Dodatkowo, Darek Niebudek świetnie posługuje się gwarą, a to w przypadku tego spektaklu jest bardzo ważne, w szczególności, gdy wystawia się go na Śląsku. Będzie używał śląskiego z okolic Chorzowa i Świętochłowic. Chociaż Niebudek nie jest rodowitym Ślązakiem, to dzięki doskonałemu, muzycznemu słuchowi opanował godke perfekcyjnie. Polska wersja sztuki, to świetna robota tłumaczki Anny Tuszyńskiej.

Dariusz Wiktorowicz (Edmund) jest skupiony, starannie dobiera argumenty, czasem wstrzymuje śmiech, to znowu łezkę. Spokojnie tłumaczy swoje racje, z godnością odpiera żywiołowe, wręcz siłowe argumenty. Pomału, ale uparcie dąży do spełnienia swojej wizji przyszłości, poddaje się i walczy, upada i się podnosi. Nawet pije wbrew sobie, ale dla dobra sprawy. Konsekwentna, przemyślana w każdym szczególe rola sponiewieranego życiem, ale kochającego człowieka. Dariusz Niebudek (Zeflik) to jego przeciwieństwo. Inteligentny inaczej... Silny, wysportowany, prędzej mówi niż myśli, łatwiej zdobywa serca widzów. Szybko coś akceptuje i jeszcze prędzej się wycofuje. Serce na dłoni. Najpierw przywali, ale potem przytuli... Można tak bez końca. Zadanie aktorskie tylko pozornie ma łatwiejsze do wykonania. Obaj aktorzy perfekcyjnie tworzą swoje teatralne postaci. Niekończące brawa towarzyszą im po brawurowym finale.

Warto przy tej okazji przypomnieć dokonania twórców tego arcyzabawnego wydarzenia teatralnego.

Henryk Adamek jest reżyserem i autorem adaptacji scenicznych. Absolwent polonistyki Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach i Wydziału Reżyserii Dramatu krakowskiej PWST debiutował w 1980 r. w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie sztuką Stephena Poliakoffa "Konkurs stulecia". Zrealizował ponad sześćdziesiąt spektakli teatralnych w kraju i za granicą. Pracował w teatrach Bielska-Białej, Częstochowy, Jeleniej Góry, Katowic, Kielc, Koszalina, Sosnowca, Rzeszowa, Wrocławia, Zabrza. Wystawia teksty dramaturgów współczesnych, nie unika wielkiej klasyki, tworzy także oryginalne przedstawienia dla dzieci i młodzieży. Pozwolę sobie w tym miejscu na przywołanie bardzo osobistych przeżyć. To dzięki Adamkowi zakochałem się w teatrze bezgranicznie i bezwarunkowo. "Pieszo" Sławomira Mrożka wyreżyserowane w Teatrze Nowym w Zabrzu, nagrodzone zresztą Złotą Maską za reżyserię, otwarło moje serce na twórczość genialnego polskiego dramaturga. Obejrzałem dziesiątki realizacji Mrożka na polskich scenach, ale tamto "Pieszo" do dzisiaj mam przed oczami. Pięknem teatru poraziła mnie jego "Celestyna" Fernando de Rojasa, w scenografii Wojtka Jankowiaka z genialną kreacją Lidii Maksymowicz (także w Teatrze Nowym za dyrekcji Marty Kotowskiej). Wreszcie "Tango" Sławomira Mrożka w sosnowieckim Teatrze Zagłębia - coś takiego przeżyłem jedyny raz w życiu - po spektaklu nie potrafiłem wstać: wbiło mnie w fotel. Miałem też wielką radość towarzyszenia narodzinom przedstawienia "Cyganie z Andaluzji" Jana Potockiego w Teatrze im. C. K. Norwida w Jeleniej Górze. Henryk Adamek to mój najważniejszy nauczyciel teatru - ileż dawały mi te niekończące się rozmowy... na wesoła, ło. Trudno się przy nim nie uśmiechać.

Sceniczne dokonania Dariusza Niebudka śledzę od lat... nie powiem ilu, bo to niezmiennie młody aktor, przede wszystkim musicalowy, ale także teatralny, filmowy i doskonały konferansjer. Na Śląsk przyjechał w 1986 r. i został zaangażowany przez dyrektora Dariusza Miłkowskiego do Teatru Rozrywki w Chorzowie. Później pracował w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu, grając szereg znaczących ról, dla mnie Niebudek to niezapomniany Jezus w "Historyji o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim" Mikołaja z Wilkowiecka, w reż. Jana Różewicza, Sowizdrzał w "Sowizdrzale z Sosnowic", wyreżyserowanym przez Zbigniewa Bogdańskiego, czy tytułowy "Pan Tadeusz" (reż. Mieczysław Górkiewicz) i wreszcie Artur we wspomnianym już Adamkowym "Tangu" Mrożka. Ciągnie go jednak do musicalu - na scenie Rozrywki jest nadal obecny, choćby ostatnia znakomita rola Maxa w "Bulwarze zachodzącego słońca" w reż. Michała Znanieckiego. No i Dariusz Wiktorowicz. W 1988 r. ukończył Wydział Aktorski PWST w Łodzi. Występował na łódzkich scenach: w Teatrze Nowym im. K. Dejmka, w Teatrze Studyjnym '83 a także w Teatrze Lalek Arlekin. W latach 2005 -2014 był dyrektorem naczelnym i artystycznym Teatru Dzieci Zagłębia w Będzinie. Jest popularnym aktorem filmowym i telewizyjnym. Grał m.in. w "Klanie", "Plebanii", "Kryminalnych", "Świętej wojnie", "Prawie Agaty", "Ojcu Mateuszu", "M jak miłość", "Galerii". Możemy go podziwiać także w Teatrze Bez Sceny Andrzeja Dopierały.

Komedia "Mąż mojej żony" to niewątpliwie jedna z najlepszych sztuk, które wyszły spod pióra chorwackiego dramaturga. Do jej obejrzenia wszystkich serdecznie namawiam.